fbpx

Pytania

FAQ

Najczęściej zadawane pytania

Polskie prawodawstwo przewiduje możliwość tylko jednorazowego rozpatrywania danej sprawy. W praktyce oznacza to, że jeżeli klient wniesie sprawę do sądu i ją przegra, to po ogłoszeniu prawomocnego wyroku klient już nigdy nie będzie mógł sądzić się o swoje roszczenia ponownie. Stąd tak ważny jest wybór odpowiedniego prawnika, by sprawa procedowana była w sposób profesjonalny, przez prawnika, który ma realne doświadczenie w sprawach przeciwko konkretnemu bankowi.

Okazuje się, że w sprawach “frankowych” absolutnie kluczowa jest kompetencja prawnika, a wysokość kwoty jaką płaci klient prawnikowi jest drugorzędna. Jeden prawnik może żądać honorarium 7.000 PLN lub 25.000 PLN inny 60.000 PLN, jednak bez względu na tę kwotę klient może stracić bezpowrotnie możliwość odzyskania swoich np:. 300.000 PLN tylko dlatego, że jego mecenas nie posiadał odpowiedniej wiedzy, strategii albo umiejętności walki z konkretnym bankiem, aby proces wygrać. Bardzo często, a wręcz jest to normą, mecenasi z brakiem doświadczenia lub ze znikomym doświadczeniem (czyli tacy, którzy wygrali pojedyncze sprawy w pierwszej instancji, albo są w trakcie prowadzenia zaledwie kilku czy kilkunastu procesów, są znacznie tańsi niż prawnicy, którzy mają sprawdzoną metodykę walki z bankiem. Niską ceną próbują kusić, ale należy pamiętać, że klient staje się królikiem doświadczalnym.

Jeżeli klient chce się uchronić przed tym, musi sprawdzić, czy jego prawnik ma realne doświadczenie i konkretne osiągnięcia. Powinien zażądać od prawnika, który ma prowadzić jego sprawę okazania wielu prawomocnych wyroków i to uzyskanych co najmniej przeciwko kilku bankom, najlepiej w różnych sądach. To będzie świadczyło, że takie wygrane nie były przypadkowe, nie było to po prostu szczęście, tylko wynik solidnego warsztatu, który sprawdza się przeciwko wielu bankom i przekonuje wielu sędziów w różnych sądach.

Polski Instytut Kredytów Frankowych odpowiedzialny jest za pełną kontrolę jakości prowadzonego procesu, z zachowaniem pełnej spójności z opracowaną na bazie siedmiu lat doświadczeń strategią procesową. Przydziela odpowiedniego mecenasa do danej sprawy i pełni nadzór nad:

  • aktywnym kontaktem ze strony doradcy i mecenasa z klientem
  • weryfikacją i kontrolą każdego z około 150 kroków, z których składa się cała ścieżka procesowa.

Każdy mecenas zrzeszony w PIKF musi udokumentować swoje minimum pięcioletnie  doświadczenie w walce z bankami na podstawie czego otrzymuje akredytację PIKF.

Dzięki strategii opracowanej przez PIKF mamy pewność, że mecenas prowadzi sprawę zawsze zgodnie z najbardziej aktualną i najbardziej skuteczną strategią, opracowaną na podstawie setek wygranych spraw oraz opiera się o wzorce dokumentów, które zostały przygotowane w oparciu o wiedzę i bogate doświadczenie ponad 40 mecenasów zrzeszonych w PIKF.

Dzięki zastosowaniu bardzo zaawansowanych systemów informatycznych, wspomagających pracę PIKF, uzyskujemy 100% gwarancję na to że:

  • błąd ludzki został praktycznie wyeliminowany do zera, w zakresie niedopilnowania terminu czy braku jakiejś  formalności
  • w przypadku powstawania ewentualnych opóźnień departament kontroli jakości reaguje, przyspieszając dane działania np. po stronie mecenasa
  • klient jest przez cały czas informowany o wszystkich czynnościach, które są dokonywane w jego sprawie, mając do nich pełen wgląd w Panelu Klienta

Odpowiedź na to pytanie jest złożona.

Po pierwsze: kancelarie zajmują się wieloma rodzajami procesów np. rozwodami, roszczeniami firm, a tematyka frankowa jest tylko jedną z wielu. Tym samym zaangażowanie i wiedza takiej osoby automatycznie jest ograniczona, bo nikt nie zna się na wszystkim, a mecenas musi dzielić swój ograniczony przecież czas na całkowicie różne zadania. Mecenasi PIKF około 5 lat zajmowali się tylko tematyką kredytów frankowych.

Po drugie: mecenasi małych kancelarii mogą napotkać trudności w stawieniu się w tym samym czasie na dwóch rozprawach w rozbieżnych krańcach Polski. W takich sytuacjach może się zdarzyć, że zamiast mecenasa na rozprawę pojedzie mało doświadczony aplikant, albo zaprzyjaźniony mecenas z innej kancelarii, który o sprawach frankowych może nawet nic nie wiedzieć. Na sali sądowej nie ma natomiast nic gorszego, niż prowadzenie sprawy przez kogoś niedoświadczonego albo  niezorientowanego. Sędzia to zawsze widzi i przez to może uznać, że jest to lekceważenie sprawy, co dla klienta może stać się zgubne. Taką sytuację bardzo dobrze wykorzysta doświadczony adwokat banku, przekonując sąd do swoich racji. W umowie klienckiej z PIKF jest zapis, że klient w procesie przeciwko bankowi zawsze reprezentowany jest przez adwokata lub radcę prawnego.

Po trzecie: mała kancelaria nie ma dostępu do setek wygranych procesów i strategii jakie były wykorzystane do osiągnięcia sukcesu z danym bankiem. Może tylko przypuszczać jak była prowadzona sprawa, a diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Czasami wystarczy jedno słowo źle dobrane w pozwie aby cały proces zakończył się fiaskiem.

PIKF z wielką starannością  opracowuje strategie i przygotowywuje wszelkie dokumenty, na podstawie już wygranych spraw wszystkich zrzeszonych w PIKF mecenasów, którzy mogą pochodzić  z różnych kancelarii. Dzięki strategii “w grupie siła” PIKF jest w stanie skutecznie przeciwstawić się wielkim korporacjom, jakimi są banki, posiadające w swoich zasobach równie duże struktury doradcze i prawne.

Po czwarte: każdy adwokat, który zaczął prowadzić sprawę 2 lata temu, o tym czy jego strategia i dokumenty w procesie były prawidłowe (i to tylko z tym bankiem i w tym mieście)  przekona się najwcześniej za rok, ponieważ średnio procesy trwają 3 lata. Mecenasi PIKF prowadzą sprawy z bankami od 2014 r. i dzięki temu wiedzą jak należy pracować, by być skutecznym.

Oczywiście, PIKF wyspecjalizował się w pracy z klientami na tzw. odległość. Począwszy od pierwszej rozmowy z doradcą, poprzez podpisanie umowy w formie elektronicznej, aż przez cały czas trwania procesu, zaangażowanie klienta ograniczone jest do minimum. Mimo braku fizycznego kontaktu, klient przez cały czas monitoruje postępy w swojej sprawie w Panelu Klienta, do którego otrzymuje dostęp. W Panelu Klienta, klient widzi absolutnie każdą czynność, która została wykonana podczas procedowania sprawy. Cała korespondencja oraz dokumenty wymieniane są zazwyczaj w formie elektronicznej lub w sposób tradycyjny tylko kiedy prawo tego wymaga. W 95% całego postępowania wszelkie czynności wykonujemy w imieniu klienta na podstawie uzyskanych upoważnień.

Tym samym  posiadamy znaczący portfel klientów mieszkających w Anglii, Irlandii czy Niemczech.

Nie, chyba, że całkowita spłata nastąpiła więcej niż 10 lat temu. W pozostałych przypadkach wcześniejsza spłata nic zasadniczo nie zmienia.

Tak. Jednak przed dokonaniem spłaty trzeba skontaktować się z prawnikiem. Prawnicy z PIKF przeprowadzą Państwa przez cały proces spłaty tak, żeby przypadkiem nie wyszło na to, że zaakceptowali Państwo swój wirtualny dług i nieuczciwe postanowienia umowy.

Upływ 10 lat nie wyklucza, ani drogi sądowej, ani sukcesu. Istnieje ryzyko, że sąd uzna za przedawnione płatności, które bank pobrał dawniej niż 10 lat temu. Ale i to nie jest przesądzone, bo powoływanie się na przedawnienie przez nieuczciwy bank, może okazać się w sądzie nieskuteczne.

Obecnie szacuje się, że 36 miesięcy to optymalny czas na całe postępowanie, od podpisania umowy do prawomocnego wyroku.

Mamy jednak nadzieję, że sprawy w sądach nabiorą tempa po bardzo korzystnych, przełomowych wyrokach Sądu Najwyższego z 4 kwietnia 2019 r. i 9 maja 2019 r., a także po korzystnym wyroku Trybunału Sprawiedliwości w polskiej sprawie z 3 października 2019 r.

W naszej ocenie nie ma żadnych szans na systemowe rozwiązanie problemu frankowiczów. Jakieś symulowane niby-rozwiązania są możliwe, ale żaden polityk ani partia rządząca, nie nakaże bankom oddania wielu miliardów złotych. Banki skutecznie, dzięki medialnej nagonce nastawiły „złotówkowiczów” przeciwko „frankowiczom”, a z aktualnych sondaży wynika ponadto, że ponad 60% respondentów sprzeciwia się ustawowej pomocy „frankowiczom”. Ponadto uważa się, że „frankowicze” to głównie elektorat PO. Rządzący obecnie PiS nie zyskałby politycznie na uchwalaniu takiej ustawy.

W sądach trudno obliczać szanse w procentach, ale obecnie klimat w sprawach “frankowych” jest zdecydowanie antybankowy. Najlepszym dowodem jest to, że TSUE Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej 3 października 2019 ogłosił wyrok, w którym jednoznacznie stanął po stronie konsumentów polskich. Również Sąd Najwyższy wydał w krótkim czasie, aż dwa przełomowe wyroki o „odfrankowieniu” (wyrok z 4 kwietnia 2019 roku i wyrok z 9 maja 2019 r.). Ponadto  nasi prawnicy zakończyli wszystkie procesy w 2018 i 2019 roku pełnym sukcesem tj. prawomocnymi wyrokami na korzyść klienta.

Szanse są więc wysokie i stale rosną.

Prawnicy zrzeszeni w PIKF i prowadzący sprawy, zawsze muszą uzyskać akredytację, która związana z ich weryfikacją w oparciu o ilość wygranych spraw w przeszłości oraz wiedzę merytoryczną.  Sprawy, które przyjmowane są do PIKF to tylko takie, do których została wcześniej opracowana strategia i w której nasi mecenasi mają już sukcesy udokumentowane korzystnymi prawomocnymi wyrokami. Wszelkie umowy, do których PIKF nie posiada  strategii procesowej będą odrzucane lub odkładane w  czasie już na podstawie wstępnej Analizy.

Tak, ale do tego wymagane jest zgodne działanie obydwu byłych małżonków. Obydwoje muszą zlecić sprawę PIKF.

Tak, o ile tylko dziedziczenie zostało potwierdzone notarialnie lub sądowo. Wówczas do procesu potrzebni są wszyscy spadkobiercy.

Tak. Jednakże jeśli problemy płatnicze są także obecnie (kredyt nie jest regularnie obsługiwany) wymagany będzie kontakt bezpośrednio z prawnikiem, celem omówienia możliwych scenariuszy.

Automatycznie przełoży się to na wzrost każdej miesięcznej raty. Wzrost oprocentowania niestety szybko i mocno odbija się na racie, bo rośnie jej część odsetkowa.

Nie. Swego czasu tak zwana ustawa antyspreadowa, była jednym z wiodących argumentów banków w sądach. Argument ten jednak w sądach „nie przeszedł”.

Bank nie ma wyjścia. Wyrok, którego bank by nie wykonał, oznacza, że zasądzone kwoty ściągnie z banku komornik. Takie przypadki są już nawet medialnie znane: https://www.tvp.info/41698989/komornik-w-banku-leszka-czarneckiego-getin-noble-bank-nie-wyko

Nie można tego wykluczyć, ale to czysta teoria. Frank szwajcarski to waluta, którą inwestorzy kupują w czasach niepewności w gospodarce światowej. A powodów do zmartwień gospodarka światowa dostarcza bez liku. Na przykład największe w historii zadłużenie USA, fatalna sytuacja finansów publicznych Grecji, gigantyczne zadłużenie Włoch, wojna handlowa z Chinami, bałagan z Brexitem itd., więc spokojnych czasów na horyzoncie nie widać. Dość powiedzieć, że w latach 1972 – 2014 frank szwajcarski umocnił się wobec dolara USA o 400% (!), a przecież dolar amerykański to waluta najpotężniejszej gospodarki świata.

Nie. Przepisy chroniące konsumenta w ogóle wychodzą właśnie z założenia, że konsument podpisał umowę dobrowolnie. I taką – dobrowolnie podpisaną umowę – bada się pod kątem zgodności z prawem.

Obojętnie, czy kredyt jest złotówkowy czy frankowy banki ustalają oprocentowanie kredytu niemal zawsze według pewnego schematu.

Po pierwsze: oprocentowanie w wieloletnich umowach kredytowych jest zmienne. Nie było i nie ma na rynku kredytów frankowych z oprocentowaniem stałym. Byłoby to zbyt ryzykowne dla banków.

Po drugie: oprocentowanie jest to zawsze suma dwóch składników, stopy bazowej i marży banku.

W kredytach złotówkowych stopą bazową jest tzw. WIBOR, czyli stawka po jakiej banki, teoretycznie pożyczają sobie pieniądze. https://pl.wikipedia.org/wiki/WIBOR

Obecnie WIBOR 3M wynosi mniej więcej 1,70% rocznie.

W kredytach frankowych stopą bazową jest tzw. LIBOR. https://pl.wikipedia.org/wiki/LIBOR

Obecnie LIBOR 3M CHF jest ujemny i wynosi mniej więcej minus 0,70% rocznie.

Natomiast marża banku to po prostu marża. Bywała różna, od bardzo niskiej (np. 0,9% rocznie) po ekstremalnie, jak na kredyt hipoteczny, wysoką (np. 11% rocznie).

W umowach wygląda to najczęściej tak: Oprocentowanie kredytu jest zmienne i składa się ze stawki LIBOR 3M CHF oraz marży banku w wysokości [przykładowo] 2,5%.

Od kilku lat LIBOR CHF jest ujemny. Oczywiście banki na tym tracą, dlatego pojawiają się inicjatywy, by LIBOR zlikwidować. Pretekstem do tej likwidacji jest to, że LIBOR jakoby nie odzwierciedla realnych transakcji na rynku międzybankowym, oraz to, że w przeszłości banki manipulowały wysokością tego wskaźnika (banki dzięki temu doskonale wiedziały, ile wyniesie LIBOR, a dzięki temu z kolei masowo dodawały do umów kredytowych obowiązkowe ubezpieczenia od wzrostu LIBOR-u, wiedząc, że ten nie wzrośnie). Np. Deutsche Bank otrzymał karę 2,5 miliarda USD za manipulowanie LIBOR-em.

Nie. Banki często w sądach mówią, że skoro kredyt przestaje być frankowy, to nie można pozostawić w nim frankowego oprocentowania. Jednak sąd eliminuje tylko te postanowienia z umowy, które są sprzeczne z prawem. Reszta pozostaje w mocy, w tym postanowienia regulujące kwestię i wysokość, oprocentowania kredytu, które zwykle w umowach są zredagowane uczciwie.

Uwaga: w kilku wzorach umów kredytowych bank nie wprowadzał mechanizmu, że oprocentowanie to suma LIBOR-u i marży. Zdarzały się takie umowy, w których oprocentowanie zostało ustalane przez zarząd banku, a to już jest niezgodne z prawem. Ten problem dotyczy głównie tak zwanego „starego portfela” mBanku. Skutki prawne w takich sprawach nie są jeszcze jasne. Często klientowi nie opłaca się atakować tych postanowień, bo w efekcie oprocentowanie kredytu mogłoby mu wzrosnąć (w umowie np. jest mowa, że Oprocentowanie na dzień zawarcia umowy wynosi 3,5%). Po skutecznym zaatakowaniu umowy w tym zakresie mogłoby się okazać, że oprocentowanie kredytu wynosi 3,5% przez cały okres kredytowania, co byłoby niekorzystne, bo aktualnie jest ono niższe.

Podpisanie takiego oświadczenia nie stanowi przeszkody w dochodzeniu swoich praw. Najczęściej oświadczenie takie pozbawione jest głębszej treści. Nie wyjaśnia w ogóle, co to jest ryzyko kursowe. Czy to jest ryzyko, że frank zdrożeje o 1%, o 2%, czy może o 150%? Nie wiadomo. I pracownicy banków, którzy składają zeznania w sądach też nie mają pojęcia, co oznacza „ryzyko kursowe”. Jest to po prostu beztreściowy ogólnik, który nigdy nie stanowi poważnej informacji o realnym ryzyku.

Z dwóch powodów. Po pierwsze: na każdej przegranej sprawie bank traci sześciocyfrowe kwoty. Normą jest utrata przez bank zarobku rzędu 200-400 tysięcy złotych. Zawsze więc bankowi opłaca się wynająć prawnika i podjąć próbę uratowania pieniędzy, choćby tylko w części spraw.

Po drugie: bank stara się zniechęcać innych frankowiczów, bo obawia się eskalacji procesów. Z jednej strony wysyła więc uspokajające komunikaty (np. prezes Stypułkowski z mBanku dziękuje frankowiczom na łamach prasy za spłacanie kredytów frankowych, sugerując, że to odpowiedzialna postawa – https://www.forbes.pl/opinie/prezes-mbanku-cezary-stypulkowski-polemika-z-prawnikiem-frankowiczow/21vwlmj). Z drugiej wysyła sygnał, że jeśli chcesz odzyskać swoje pieniądze, musisz się trochę pomęczyć, bo po dobroci nic nie odda (czytaj: po co wydawać na prawnika, lepiej mieć święty spokój).

Jest ich kilkadziesiąt. Najważniejsze zarzuty to:

1.Bank ustala kurs franka, a tego nie wolno, bo w ten sposób jedna ze stron umowy steruje długiem drugiej strony. Takich umów prawo cywilne nie dopuszcza.

2. Umowa nie pozwala konsumentowi zrozumieć, jakie są ekonomiczne skutki zawarcia tej umowy. A zgodnie z prawem unijnym konsument musi mieć wiedzę o tych możliwych skutkach najpóźniej w chwili zawierania umowy. Oczywiście banki w Polsce nie informowały nawet o podstawowych kwestiach. Prawo unijne jest tu bardzo rygorystyczne.

3. Ryzyko ekonomiczne rozkłada się nierówno. Bank ryzykuje tylko kwotą, którą przelał kredytobiorcy. W najgorszym razie straci tę kwotę i nic więcej. Natomiast kredytobiorca ma ryzyko niczym nieograniczone. Jego dług może rosnąć w nieskończoność. Co gorsza ryzyko banku maleje z czasem (bo otrzymuje on spłaty), ale ryzyko kredytobiorcy nie maleje z czasem (kwota, jaka pozostaje kredytobiorcy do spłaty zawsze może się nieskończenie rozmnożyć gdy frank drożeje).

Kredyt frankowy jako produkt finansowy wymagał odpowiedniego opakowania go w umowę, czyli przygotowania wzoru umowy kredytu. Każdy bank potem masowo stosował jeden i ten sam wzór umowy ewentualnie kilka wzorów do dziesiątek tysięcy zawartych indywidualnych umów.

Banki popełniły jednak wiele poważnych prawnych błędów we wzorach umów, które siłą rzeczy trafiły potem automatycznie do setek tysięcy indywidualnych umów kredytowych.

Z prawnego punktu widzenia umowy bankowe to „amatorszczyzna”. Jest tam wiele kardynalnych, elementarnych błędów, które dzisiaj pozwalają unicestwiać te umowy w sądach. Z perspektywy kilkunastu lat, odkąd powstały te wzory umów, można to wytłumaczyć chyba tylko wyjątkową arogancją banków, które nie przewidziały, że konsumenci odważą się masowo pozywać banki, a już w ogóle, że będą masowo wygrywać. W każdym razie widać, że chęć łatwego zarobku na swój sposób zdominowała umysły w sektorze finansowym i kompletnie zlekceważono kwestie prawne.

Wbrew powszechnym wyobrażeniom, spread nie ma wielkiego znaczenia w sprawach kredytów frankowych. Spread to różnica między kursem kupna a kursem sprzedaży danej waluty danego dnia.

W kredytach frankowych liczy się po prostu konkretny kurs, a nie spread. Wynika to z faktu, że kurs kupna bank zastosował jednorazowo, przy wypłacaniu kredytu. Nie miało wtedy żadnego znaczenia ile w tej dacie wynosi kurs sprzedaży, a więc ile tego dnia wynosi spread („odległość” między obydwoma kursami). Jeśli bank przelicza mi kredyt po 2,05 złotego za 1 CHF (kurs kupna), to kurs sprzedaży tego dnia może wynosić nawet 15 złotych za 1 CHF. Nie ma to znaczenia. Ten drugi kurs kredytobiorców w tym momencie nie obchodzi.

Gdy z kolei bank już ustalił wysokość kredytu “we franku” nigdy więcej nie wracał do kursu kupna. Odtąd liczył się już tylko kurs sprzedaży, stosowany do spłat każdej z rat. Bez znaczenia było wtedy ile wynosi „odległość” między tym kursem sprzedaży, a kursem kupna. Jeśli na potrzeby spłaty raty bank narzucał np. kurs 2,40 zł za 1 CHF, to kurs kupna może wynosić tego dnia nawet 1 grosz. Nie ma to znaczenia. Kurs kupna wówczas kredytobiorcy już nie obchodzi.

Spread przydaje się tylko marginalnie. Jeżeli spread w jednym banku wynosi 6%, a w innym 11% to tylko pokazuje to, że banki swobodnie sterują sobie kursami.

Tak. Spłata kredytu bezpośrednio we franku szwajcarskim niczego nie załatwia. Wciąż przecież spłaca się de facto wymyślony przez bank dług, w nieistniejącym przecież “franku”, a ilość tych franków bank zwykle brał “z sufitu”.

Czym jest umowa nieważna, a czym abuzywna ?

Masz pytanie napisz

Nasi doradcy niezwłocznie odpowiedzą na Twoje pytanie